Category Archives: Ciekawostki

Relikwiarz odpustowy

Z  powodu panującej w kraju pandemii, nie możemy zaprosić Państwa do oglądania  naszych wystaw.  Niewiele osób mogło obejrzeć naszą nową wystawę, powstałą w grudniu ubiegłego roku. Ale  wszystkim zainteresowanym  pragnę przedstawić pewną ciekawostkę  związaną z  jednym, niedużym obiektem, pokazanym  na  wystawie  „Obrazy z domów naszych przodków”.                                                                        Wśród wielu obrazów prezentowanych na naszej wystawie,  znajduje się  niewielki  „Relikwiarz odpustowy”, pod taką  nazwą figuruje w inwentarzu  zbiorów działu etnograficznego.  Do zbiorów Muzeum trafił w 1977 roku w formie zakupu od osoby prywatnej,  zamieszkałej w Gołotczyźnie gm. Sońsk.  Niestety nie potrafimy dociec skąd znalazł się w tych stronach, najprawdopodobniej został skądś przywieziony.   Długie lata był przechowywany w magazynie, aż do momentu kiedy powstawała wystawa „Obrazy z domów naszych przodków”.  Wraz z innymi obiektami  trafił do naszego konserwatora w celu oczyszczenia i przygotowania go do wystawy.  Wówczas okazało się,   że to dewocjonalium  jest niezwykłe.  Ma dość tradycyjną ramkę,  pomalowaną  jasnobrązową farbą olejną, a za szkłem znajduje się piękna, misternie wykonana  dekoracja  z cienkiego druciku  w formie przestrzennych kwiatów, umieszczona na  jedwabnym podłożu.  Kwiaty otaczają  prostokątne pole, które  dodatkowo  umieszczone jest  w  bardzo wąskiej , wykonanej  ze  złoconego metalu ramce, którą  dodatkowo zdobią szklane, różowe paciorki, osadzone w małych, walcowatych tulejkach.   Samo pole tworzy jedwabna, jasna  tkanina, pokryta metalowym, ażurowym  haftem i aplikacjami  o motywie  gwiazdek.   Zdobienie stanowi tło dla dwóch, owalnych wgłębień.  Jedno, większe  zawiera woskową, owalną  bryłę o nieregularnej powierzchni, prawdopodobnie była to odciśnięta pieczęć .  Poniżej znajduje się  okrągłe wgłębienie,   obramowane obręczą w szarym kolorze  i metalowym, dekoracyjnym wężykiem, a w części centralnej umieszczono maleńki fragment ,  (prawdopodobnie) szaty liturgicznej świętego Filipa Neri.  Widoczny napis: „ Ex Alba Ś. Phil Neri” .  Święty Filip Neri, to włoski duchowny  o niezwykle pogodnym, życzliwym dla ludzi  usposobieniu.  Żył w XVI wieku.   Między innymi, był organizatorem nabożeństw połączonych ze śpiewem pochwalnych pieśni  religijnych w formie  dialogowej,  nazywanych oratoriami, od nazwy domu,  w którym pierwotnie  wykonywano te nabożeństwa.   Nazwa „oratorium” używana jest do dziś. Według źródeł, o. Filip Neri  zmarł 26 maja 1595 roku, a już  w  1615 r. papież Paweł  V beatyfikował  Go,  zaś  12 marca 1622 r. papież Grzegorz XV  dokonał Jego  kanonizacji. Według  znalezionego opisu, był jednym z najbardziej wesołych świętych.  Uważał, że tylko poprzez  uśmiech można dotrzeć do drugiego człowieka.  Podobno mawiał, że „smutny święty  to żaden święty”.  Znany był ze swych często żartobliwych  pokut-zadań nakładanych przy spowiedziach, ze swych żartów,  a nawet z ubierania się  w stroje,  które nie przystawały do kapłana – wszystko  po to by nie mówiono  o  nim jak o świętym. Ze względu na swoją postawę wobec  pielgrzymów przybywających do Rzymu, często chorych i ubogich, a także wobec mieszkańców Rzymu  pochodzących z różnych warstw społecznych   był nazywany Apostołem Rzymu. Dzień 26 maja jest dniem wspominania Świętego.

Jak się okazuje  w zbiorach działu etnograficznego Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie, prawdopodobnie  znajduje się Relikwia  Św. Filipa  Neri.

Istnieje modlitwa do Św. Filipa Neri:

 

opracowała: Anna Żukowska

foto: Piotr Banasiak

Tradycje około wielkanocne mieszkańców mazowieckiej wsi.

Wielki tydzień poprzedzający uroczystości Świąt Wielkanocnych, w kulturze drobnej szlachty i mieszkańców mazowieckiej wsi, pełen  był niezwykłych obrzędów budujących tradycje i kształtujących tożsamość.

W niedzielę Palmową nie tylko święcono palmy w Kościołach, ale i połykano palmowe bazie wierząc, że zapewnią zdrowie na cały rok. Palmą z bazi okadzało się lub kropiło święconą wodą krowy po ocieleniu i bydło w Wielki Piątek. Dymem z palmy okadzano również osoby chore. Również na pierwszy wiosenny wypas bydło wypędzano owymi palmami. Miało je to ochronić przed ,,natarczywością” owadów i chorobami. Natomiast zwyczaj  stawiania palm  w oknach miał chronić dom przed uderzeniami  pioruna. Poświęconych palm nie wolno było wyrzucać, należało spalić je w piecu chlebowym, aby zapewnić sobie dobre wypieki.

Wielki Poniedziałek i Wtorek były dniami generalnych, przedświątecznych porządków. Sprzątano domy i obejścia, bielono piece i chaty, myto okna, czyszczono obrazy, szorowano podłogi. Dekorowano także domy – na przykład wycinankami  z kolorowego papieru, wydmuszkami jaj. Pod sufitami zawieszano pająki – ozdoby te wykonywano z kłosów zbóż, piór, bibuły i kolorowego papieru.  Na wsiach upowszechniły się też wielobarwne kwiaty z bibuły, które stanowiły ozdobę ram obrazów i domowych ołtarzyków. Bibułkowymi serwetkami wykładano półki w kredensach i serwantkach, a okapy nad kuchniami obramowywano bibułkowymi wycinankami w kształcie ząbków.

Wielka Środa  to dzień, w którym dokonywano topienia Judasza, w ten sposób przypominano o tym, że Judasz za 30 srebrników zdradził Jezusa. Zwyczaj ten swoje korzenie ma w pogańskim obrzędzie topienia Marzanny, który przez duchowieństwo – został schrystianizowany.

W  Wielki Czwartek na znak żałoby milkły dzwony w kościołach, zastępowane były drewnianymi  kołatkami.  Uważano, że hałas nimi wywoływany odstraszał złe moce, dlatego gospodarze obchodzili z nimi całą wieś. Gospodynie tymczasem w kościołach „ubierały” Groby Chrystusa.

W Wielki Piątek był dniem żałoby po śmierci Jezusa, dlatego nie odprawiano mszy świętej w kościołach, za to odbywała się Adoracja Krzyża. Na Północnym Mazowszu wieczorem w Wielki Piątek kobiety odwiedzające Groby Pańskie przynosiły ze sobą tak zwane „Światło” czyli szklaneczki wypełnione wołowym łojem z  lnianym knotem.  Mężczyźni, natomiast  symbolicznie rozpoczynali pracę w polu, aby zapewnić sobie dobre plony. Powszechnie też  uważano, że tego dnia należy zrobić pranie, bo wówczas krowy będą dawały dużo mleka. Natomiast proboszczowie wybierali wyróżniających się dobrą opinią mężczyzn do pełnienia straży grobowych, które pilnowały grobu Chrystusa, aż do rezurekcji.

W Wielką Sobotę w każdej parafii święcono pokarmy, proboszcz odwiedzał dwory i święcił stoły pańskie, a potem pokarmy chłopów, którzy gromadzili się przed dworem. Przy drzwiach dworu  stawiano kosz do którego ludność wiejska wkładała  surowe jajko, jako podziękowanie dla plebana.   W tym dniu na cmentarzach przykościelnych odbywało się również święcenie ognia i wody. Ogień rozpalano ze starych krzyży i cierni, gdy zapłonął ksiądz go święcił a następnie płonącą się gałązką głogu zapalał paschał. Ludność te  nadpalone gałązki zabierała do domu, potem gospodarze wkładali je  w węgły budynku, aby chroniły dom przed ogniem lub splatali z ich koronę i zawieszali na krzyżyku nad drzwiami. Natomiast święconą wodę nabierali do malutkich buteleczek i po powrocie kropili nią dom, zagrodę, inwentarz i domowników. Reszta wody miała służyć przez cały rok przy specjalnych okazjach, takich jak narodziny dziecka, pierwszy siew czy kolęda.

W Wielką Niedzielę o świcie odprawiano rezurekcję -trzygodzinną mszę świętą, w której obowiązkowo uczestniczyli wszyscy wierni. Masza ta rozpoczynała się procesją, podczas której przy biciu dzwonów obnoszono Najświętszy Sakrament trzykrotnie dookoła świątyni. Po zakończonej rezurekcji gospodarze, którzy przyjeżdżali na mszę furmankami, urządzali tak zwane wyścigi zaprzęgów. Wierzono, że ten gospodarz , który jako pierwszy dotrze do domu, będzie miał najlepsze zbiory zboża i udane żniwa a także będzie się cieszył dobrym zdrowiem przez cały rok.  Po tym zasiadano do Wielkanocnego stołu, który musiał być suto zastawiony. Dzielenie się jajkiem i składanie życzeń otwierało ucztę. Na stole królował baranek misternie rzeźbiony z masła, dalej prosię upieczone w całości z chrzanem, szynki, kiełbasy, baby, mazurki i inne zimne dania, bowiem w ten dzień zazwyczaj w ogóle ognia nie rozpalano. Wielkanoc była jedynym dniem w roku,  w którym obowiązywał zakaz jakiejkolwiek pracy prócz karmienia zwierząt, zatem upływał na odpoczynku i rozmowach w rodzinnym gronie.

Poniedziałek wielkanocny przynosił swawole związane ze śmigusem, od rana na mazowieckich wsiach panowała ogólna wrzawa, rozbrzmiewały krzyki i śmiech  młodych panien obficie oblewanych wodą przez kawalerów. Zwyczaj ten był przyzwolonym przez wiejską społeczność rodzajem zalotów i świadczył o zainteresowaniu panną męskiego grona. Czyste i suche ubranie świadczyło o braku powodzenia. Przyzwolenie na tak obfite oblewanie wodą wynikało z jej wyjątkowej w tym czasie mocy oczyszczającej. Od przymusowej kąpieli w stawie lub w korycie do pojenia zwierząt panny mogły się wykupić obdarowując upatrzonych kawalerów własnoręcznie wykonanymi pisankami. Mali chłopcy natomiast dzień rozpoczynali od chodzenia po wykupie. Obiegali domy z koszykiem zaczynając od matek chrzestnych, gdyż oprócz pisanek, czy wielkanocnych smakołyków, mogli liczyć na drobne pieniądze. Śmiało można stwierdzić, iż Poniedziałek Wielkanocny był najweselszym dniem w całym roku.

 

opracowała: kustosz Agnieszka Magalska-Banach

 

Maria i Stanisław Pajewscy – Sprawiedliwi wśród Narodów Świata.

W dniu 24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Święto to zostało uchwalone przez Parlament w 2018 r. Data przypomina jednocześnie dzień, w którym Niemcy w 1944 r. w Markowej, w pow. łańcuckim zamordowali Józefa i Wiktorię Ulmów wraz z dziećmi i Żydami, których ukrywali.
Od 1963 r. izraelski Instytut Yad Vashem – Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu przyznaje odznaczenie honorowe Sprawiedliwy wśród Narodów Świata tym, którzy nie byli Żydami, a z narażeniem życia ich ratowali. W zbiorach naszego Muzeum jest taki medal, który 7 listopada 1990 otrzymali Maria i Stanisław Pajewscy z Mierzanowa, gm. Grudusk. Przyjęli oni do siebie w czasie wojny Israela Golosa, syna Beli i Abrahama, ur. 3 maja 1930 w pobliskich Krośnicach. Wraz z rodziną został on skierowany do getta w Ciechanowie, utworzonego przez niemieckiego okupanta pod koniec 1940 r. Dzięki pomocy sąsiada z rodzinnej miejscowości, Janka Bożuchowskiego udało mu się je legalnie opuścić. Początkowo pracował też u niego i wspierał rodzinę w getcie. Kolejny problem pojawił się, gdy 5 listopada 1942 r. otrzymał nakaz dołączenia do rodziny w getcie ( wkrótce została ona wysłana do Auschwitz). Wówczas dzięki kolejnemu wsparciu Janka, przyjęli go do pracy w gospodarstwie jego krewni, wspomniani wyżej p. Pajewscy. Nie mieli początkowo świadomości tożsamości chłopca, gdyż nazywano go Marianem, ale nie zmienili też swojej postawy, gdy dowiedzieli się o nim prawdy. Zachowali go u siebie, mimo że groziła im za to kara śmierci. Przebywał u nich do końca wojny, pomagając w gospodarstwie, po czym wyjechał do Izraela. Mieszkał w Bet-Elazari. Jak wspominał ich wnuk, Jerzy Roman Pajewski, Marian Golus odwiedzał jego dziadków. Był też na ich pogrzebach: w 2006 r. Marianny i w 2008 r. Stanisława Pajewskich. Prawdopodobnie w kilka lat później zmarł.
Na awersie medalu przedstawione są ręce człowieka, chwytające się liny ratunkowej w postaci kolczastych drutów, które ostatecznie splatają się, tworząc linę okalającą glob ziemski. Wokół globu inskrypcja w języku hebrajskim: Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat. Na rewersie pośrodku stylizowane drzewko oliwne, obok inskrypcja w jęz. hebrajskim: Dowód pamięci narodu żydowskiego. Nad nim wizerunek Sali Pamięci Instytutu Yad Vashem. Na dole inskrypcja w jęz. francuskim: Wdzięczny naród żydowski. Pośrodku wygrawerowane nazwisko: Stanisław i Maria Pajewski, z dopiskiem w jęz. franc. – I ich dzieci. W otoku wzdłuż dolnej krawędzi medalu inskrypcja w jęz. franc.: Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat. Medal wybity jest w miedzioniklu, o śr. 6 cm, wręczany w pudełku z drzewa oliwnego.

 

 

Oprac. Bogumiła Umińska,
fot. Zdzisław Smardzewski

Czapka weterana powstania styczniowego 1863 r.

Czapka weterana powstania styczniowego 1863 r. Franciszka Steckiego z orłem wojskowym ze  złoconą literą W (Weteran) na piersi oraz datą powstania „1863” na tarczy amazonek, wymiary: 10,5 cm; 22,5 x 22,5 cm; sukno, skóra, fibra, mosiądz, ok. 1922 r.

W zbiorach naszego Muzeum znajduje się czapka Franciszka Steckiego, weterana powstania styczniowego 1863 r. Ocalała dzięki temu, że w 1939 r. wnuczek weterana Walenty Defański, wysłał ją do swojego stryja do Chicago. Przeleżała tam okres II wojny światowej i czas późniejszy. W latach 70. znowu wróciła do Polski.

Franciszek Stecki (1843-1930) urodził się w Nicku k. Zielunia, pow. mławskim. Kształcił się w szkole OO Reformatów w Żurominie. Po wybuchu powstania przedostał się przez pruską granicę. Udał się do Ciborza k. Lidzbarka. Tam wstąpił do 50 – osobowego oddziału sformowanego przez właściciela tegoż majątku, a jego wuja, Mieczkowskiego. Walczył pod Lubowidzem, Poniatowem, a w bitwie pod Chromakowem 9 sierpnia 1863 r. odniósł 32 rany. Ojciec zabrał go z pola bitwy i przewiózł do pruskiego szpitala w Brodnicy, gdzie był leczony z ran. Po powrocie do rodzinnego Nicka, został aresztowany i zesłany na Sybir, skąd uciekł i ukrywał się. Ojciec, aby uchować syna przed ponowną wywózką na Sybir, poświęcił niemal cały swój majątek.

Od 1916 r. za zezwoleniem landrata w Mławie, uczył dzieci w Nicku, Zdrojku i Wylazłowie, aż do czasu powołania szkoły powszechnej w Nicku. Cieszył się wielkim autorytetem wśród miejscowej ludności. W niepodległej Polsce uhonorowany został mundurem weterana, który nosił z dumą. Zmarł w Działdowie, gdzie został pochowany.

 

opracowała: Urszula Adamiak

Pamięci Anieli Radzickiej i Tomasza  Kolbe – niezłomnych  bohaterów Powstania Styczniowego

22 stycznia mija kolejna, 158 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Było ono największym i najdłużej trwającym zrywem niepodległościowym (1863-1864).

W tym dniu oddajemy hołd jego bohaterom. Wśród nich były także kobiety. Ziemia ciechanowska może być dumna m.in. z postawy Anieli Radzickiej, ówczesnej właścicielki dóbr Czarnocinek. Urodziła się w 1818 r. w Krzemieńczuku na Wołyniu jako córka Jana, prawdopodobnie oficera polskiego wojsk carskich i Cecylii z Klukowskich.  Po wyjściu za mąż za Józefa Prospera Radzickiego mieszkała w Modle, pow. ciechanowskim, których to dóbr wraz z Modełką był posesorem. Tu urodziło się im czworo dzieci: Tadeusz (1845), Aniela (1847), Zygmunt (1848)  i Stefan (1850). W 1855 r., już jako właściciel dóbr Czarnocinko (dzisiaj Czarnocinek, gm. Strzegowo) w wieku  36 lat zmarł jej mąż. Jako 37-letnia wdowa, została sama z czwórką dzieci.  W niedługim czasie wybuchło Powstanie Styczniowe. Zaangażowała się w jego działania całym sercem. Jej dwór w Czarnocinku był zapleczem dla dowódcy woj. płockiego gen. Zygmunta Padlewskiego.   Nie tylko organizowała lazarety dla rannych powstańców, ale prowadziła też na swoim terenie agitację na rzecz udziału w powstańczym ruchu konspiracyjnym, organizowała zbiórkę  pieniędzy na zakup broni, inicjowała powstawanie nowych oddziałów. Wspierała działania Tomasza Kolbe, dowódcy powiatu przasnyskiego, który w owym czasie obejmował również pow. ciechanowski. Na bieżąco była zorientowana o miejscach jego pobytu, udziale w potyczkach i stanem zdrowia. Jako łączniczka informowała z kolei Z. Padlewskiego, zawsze gotowa do najtrudniejszych wyzwań. Utrata jego kancelarii powstańczej podczas potyczki pod Drążdżewem 12 marca 1863 r. wraz z korespondencją m.in. Anieli, obciążyła ja surowo jako kobietę-powstańca.  Została skazana na dożywotnie ciężkie roboty na Syberii. Kary tej mogła prawdopodobnie uniknąć, pisząc prośbę do cara o ułaskawienie, możliwość tę jednak odrzuciła.

Jej droga na syberyjską zsyłkę wiodła od więzienia w Przasnyszu poprzez modlińskie kazamaty, Fort Śliwicki, skąd 16 października 1863 r. została przewieziona do Petersburga, a następnie wysłana do Moskwy. O tym okresie jej powstańczych losów informuje w swoim pamiętniku rosyjski współwięzień, sojusznik sprawy polskiej, były oficer carskiego wojska, Paweł Ogorodnikow. Z podziwem pisze o niej jako kobiecie wielkiej godności, oddanej sprawie własnego narodu: Nigdy nie miałem okazji spotkać w społeczności rosyjskiej kobiety, która przejawiałaby równie wielkie poczucie obowiązku obywatelskiego jak Radzicka. Siła charakteru pomogła jej znieść rozłąkę z dziećmi i ojczyzną, którą nadzwyczaj ukochała i z uśmiechem pogardy znosić wszystkie niewygody oczekujące ją na Syberii.  Jej energia, upór, rozum, w znacznej mierze wpłynęły na poparcie [obywateli] powstania w guberni płockiej. Jej przyjaźń z Padlewskim przyniosła dużo dobrego w sprawie walki z jarzmem carskim. (…) Dlaczego Polska jest zniewolona, skoro ma takie matki i żony…

Swoją postawą wzbudzała szacunek nawet wroga. Jeszcze w październiku, jak informują materiały archiwalne, została zesłana na Sybir na osiedlenie, z pozbawieniem praw posiadania. Przebywała w guberni tobolskiej i jenisejskiej. Dzięki wstawiennictwu wpływowych osób, wróciła po ośmiu latach (w 1871 r.), ciesząc się  niebywałym uznaniem,  ale utraconym zdrowiem. Pozostawała jednak pod ciągłym nadzorem policyjnym. W maju 1872 r. władze carskie gubernialne wydały decyzję o przesiedleniu jej na teren powiatu makowskiego. Zmarła w Ciechanowie w 1880 r.  Jej grobu nie udało się jednak odnaleźć.

 

Tomasz Kolbe (1828-1863)  był synem Ferdynanda, oficera, który uczestniczył w kampanii napoleońskiej,  poległ pod Olszynką Grochowską w 1831 r. i córką Anastazji z Komierowskich, której ojciec był właścicielem dóbr Sielc k. Ostrowi Mazowieckiej. Tomasz już jako 4-letnie dziecko, osierocony przez rodziców, wychowywany był przez brata matki Józefa Komierowskiego, właściciela dóbr Wąsewo w pow. ostrowskim. Uczył się  w Pułtusku, Warszawie a potem studiował w Krakowie i Fryburgu. Od 1848 r. przebywał w Paryżu, gdzie pozostawał pod wielkim wpływem emigracji polskiej. Szczególne znaczenie miała dla niego znajomość ze złożonym śmiertelną chorobą Juliuszem Słowackim. Po odwilży politycznej w 1856 r. powrócił do kraju i wydzierżawił majątek Dąbrówka koło Chorzel.  Prowadził tu aktywną działalność konspiracyjną, szczególnie po 1861 r., kiedy otrzymał spadek po swoim wuju. W czerwcu  1862 r. Komitet Centralny Czerwonych mianował go naczelnikiem pow. przasnyskiego. Wówczas  folwark Dąbrówka stał się miejscem do przygotowania  walk powstańczych.  Jego pierwszym zadaniem było opanowanie Przasnysza w dniu 22 stycznia 1863 r. Wprowadzenie w błąd przez ziemianina  z Kobylina związane ze zmianą daty wybuchu powstania, udaremniło akcję. Liczący ok. 800 powstańców oddział poszedł w rozsypkę. Naczelnikowi udało się wkrótce zgromadzić ok. 70 powstańców  i 3 lutego odeprzeć z Chorzel  do Prus  3-krotnie liczniejszą piechotę rosyjską. Następnie z oddziałem liczącym już ok. 100 powstańców ruszył na Janowo i wyrzucił za kordon rosyjską straż celną. Zgodnie z kolejnym poleceniem Z. Padlewskiego, przerzucił swój oddział w okolice Mławy. Zaplecze miał w dworze w Dębsku. Zaatakowany jednak przez sotnię kozacką, został ciężko ranny. Znaleziono mu schronienie w jednej z leśniczówek w janowskich lasach.

Pod koniec  kwietnia podjął kolejny rozkaz Naczelnika województwa płockiego zajęcia Ciechanowa i ogłoszenia tu Rządu Narodowego. Rozłożony obozem w lasach koło Rydzewa, w wyniku denuncjacji przez kolonistę niemieckiego, został  w dniu 5 maja 1863 r. z trzech stron otoczony przez ponad 10-krotnie silniejszy oddział płk. Wałujewa.  Z czwartej strony były bagna. Kilkunastu powstańców, którzy mieli broń, stworzyło tyralierę, umożliwiając tym samym wyrwanie się z okrążenia swoim kolegom.  Sami zaś, po 2,5 godzinnej walce, zginęli. Tomasz Kolbe odniósł ok. 30 ran i żeby nie dostać się w ręce wroga, ostatnim nabojem odebrał sobie życie. Został pochowany na cmentarzu w Unierzyżu. Przeszedł do historii jako wielki bohater, którego podziwiali nawet wrogowie.

 

Oddając hołd wszystkim Powstańcom Styczniowym, złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze pod pomnikiem Tomasza Kolbe, naczelnika powiatu przasnyskiego.

 

Opracowała: dr Bogumiła Umińska

Fotografia Marii z Zakrzewskich z ok. 1906 roku

Fotografia Marii z Zakrzewskich Ranieckiej, wymiary: 20,6 x 9,7 cm, St. Bogacki, Warszawa, ok. 1906 r.

Maria Zakrzewska-Raniecka (1881-1971) – urodziła się w Białyszewie, pow. sierpeckim, w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Dwór jej rodziców Szczepana i  Józefy ze Smoleńskich był jednym z ważniejszych miejsc wspierających powstańców styczniowych. Kary nałożone za to przez władze carskie spowodowały jego upadek i zmusiły do sprzedaży. Ok. 1890 r.  rodzina osiedliła się w Ciechanowie. Maria ukończyła 4-klasową pensję. Następnie została zatrudniona w ciechanowskim Banku Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. W 1903 r. wspólnie z córkami dr Franciszka Rajkowskiego przyczyniła się do powstania Koła „Victoria”, zrzeszającego młode dziewczęta prowadzące tajne nauczanie wśród biednych dzieci. Uczyła potajemnie języka polskiego oraz historii Polski i geografii. Przewodniczącą Koła była do 1906 r., kiedy to uzyskała zezwolenie władz carskich na otwarcie biblioteki funkcjonującej pod nazwą „Czytelnia Marii Zakrzewskiej”. Placówka ta miała swoją siedzibę przy ul. Kościelnej (obecnie ul. ks. Piotra Ściegiennego), oprócz wypożyczalni książek, prowadzona była tam też czytelnia czasopism.

Maria udzielała się w pracach otwartego w 1907 r. ciechanowskiego oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej. Przeniosła bibliotekę do Domu Ludowego TKP w Ciechanowie i nadal nią kierowała. Biblioteka wkrótce zyskała miano biblioteki publicznej. Uległ zwiększeniu nie tylko jej księgozbiór, ale i czytelnia czasopism liczyła ponad 30 tytułów prasowych. W 1908 r. grono czytelników stanowiło ponad 7 tysięcy.

W latach I wojny światowej, Maria wraz z mężem Wacławem Ranieckim, trafiła w głąb Rosji. Po powrocie, nie osłabł jej zapał, nadal wykazywała się wielką aktywnością społeczną. Była sekretarzem Towarzystwa Miłośników Lutni i Sceny, a także później przewodniczącą powiatowego oddziału Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet. Włączyła się, wykazując się przy tym niezwykłą ofiarnością, w tworzenie Kolonii Letnich dla Dzieci w Lesie Ościsłowskim. Natomiast potem nieustannie je wspomagała. Za swoją charytatywną działalność otrzymała Złoty Krzyż Zasługi. Przyczyniła się również do powstania sierocińca przy ul. Sienkiewicza w Ciechanowie.

W 1941 r. została wraz z rodziną aresztowana i osadzona w obozie w Działdowie. Do Ciechanowa wróciła dopiero po wojnie. Tu mieszkała do końca swych dni.

Wyszła za mąż za ciechanowskiego farmaceutę i społecznika Wacława Ranieckiego. M. Zakrzewska-Raniecka do dzisiaj patronuje jednej z ulic miasta Ciechanowa.

 

 

opracowała: Urszula Adamiak

Ferie w sieci 2021-Wirtualny spacer śladami historii ciechanowskiego muzeum 

Historia ciechanowskiego muzeum.

Budynek ekspozycyjny.

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/3417008678404665/

karta pracy-opr. Kamila Nyga

 

O Zamku Książąt Mazowieckich w Ciechanowie.

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/2939095963078578/

karta pracy opr.Kamila Nyga

O Dworku Aleksandry Bąkowskiej w Gołotczyźnie

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/3689349371156439/

karta pracy opr.Kamila Nyga

O Krzewnii

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/731619434440032/

O Dworku Drobnoszlacheckim

https://www.facebook.com/147116705312231/videos/701164207455170

Dzieje Zamku na podstawie legend

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/418158272966250/

 

W średniowiecznej mennicy

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/676822982988410/

 

Zawody w epoce średniowiecza

https://pl-pl.facebook.com/147116705312231/videos/684389418917709/

Obraz „Prządka” Adama K.F. Ciemniewskiego ze zbiorów MSM

Zima  –  to pora roku , która kojarzy się nam ze śniegiem, mrozem, zamiecią śnieżną, zabawą na sankach, rzucaniem śnieżkami oraz skrzącym się w słońcu ośnieżonym białym podwórkiem.  Kojarzy się tym, którzy urodzeni są nieco wcześniej i takie obrazy mają w swojej pamięci. Niestety ocieplający się klimat z roku na rok powoduje , że nowe, młode pokolenia nie będą miały takich wspomnień .  Pozostanie im jedynie stara fotografia lub namalowany obraz jakiegoś malarza bardziej  lub mniej znanego. Na przełomie XIX i XX wieku dominowało malarstwo realistyczne, uwzględniające detale w całej kompozycji płótna. Tak malowało wielu polskich artystów, wśród nich wyróżniali się; Julian Fałat  czy Józef Chełmoński, rozkoszując się w pejzażach zimowych.  W naszym Muzeum w kolekcji malarstwa tego okresu, szczycimy się obrazami Adama K.F. Ciemniewskiego.  Galeria jego obrazów prezentowana jest w Gołotczyźnie w dworku Aleksandry Bąkowskiej.  Jednym z tych niebanalnych dzieł jest obraz „Prządka” , który niczym stara barwna fotografia oddaje klimat mroźnej i śnieżnej zimy sprzed ponad 100 laty, bo malowany w 1906 roku. Na obrazie widoczne są centralnie dwie postacie: dziewczynka starsza, ubrana jest ciepłe paltko, niesie kołowrotek do przędzenia wełny,  druga nieco mniejsza  stoi obok niej, skąpo ubrana, skulona z zimna, z rączkami schowanymi pod fartuszkiem. Wokół nich dużo  śniegu, nad głowami  wisząca gałąź grubo zaśnieżona, za nimi w opłotkach widoczny fragment chaty z małym żółtym światełkiem w oknie, dający nastrój i ocieplenie całemu obrazowi. Obraz bajkowy, pełen nostalgii, nie adekwatny do współczesnych dni w zimowej porze roku.

 

opracowała: Elżbieta Długołęcka

Egzekucja na ciechanowskim zamku…

Czy wiecie, że 78 lat temu na ciechanowskim zamku odbyła się egzekucja? Niemiecki sąd doraźny skazał na karę śmierci czworo żołnierzy Armii Krajowej. Sądy te, wydawały wyroki bez przesłuchania i często pod nieobecność oskarżonego. Więźniowie z orzeczoną karą śmierci byli przekazywani żandarmom do wykonania wyroku w publicznej egzekucji. Z relacji naocznego świadka pana Roberta Bartołda, wiemy jak to się odbywało.
17 grudnia 1942 roku na dziedzińcu zamku stanęła szubienica z czteroma pętlami. Przy szubienicy stał żandarm, a wokół zamkowych murów licznie gromadziła się spędzona siłą przez niemieckie wojsko ludność miejska. Gdy już zgromadzono odpowiednią ilość mieszkańców Ciechanowa, na tę publiczną egzekucję przez powieszenie, dopiero wprowadzono skazanych. Były to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, ręce mieli skrępowane drutem. Szturchani przez żandarmów weszli na stół, który stał pod szubienicą.
Niemcy z tłumu wyciągnęli młodego chłopaka Romana Konwerskiego ze wsi Kąty i nakazali mu nałożyć skazanym pętle na szyje. Mimo, że na dziedzińcu zamku wówczas przebywało ponad dwa tysiące osób, panowała potworna cisza i nagle rozległ się głos chłopaka „Ja Braci swoich wieszać nie będę”. Za co został zbity, skopany i zawleczony za nogi, aż do Ratusza a stamtąd zawieziony później do obozu w Matthausen, gdzie zginął.
Następnie hitlerowcy z tłumu wyciągnęli sołtysa, który widząc jaki los spotkał jego poprzednika, założył trzęsącymi rękami pętle na szyje skazanych.
Stali z pętlami na szyjach, aż do zmroku, a sterroryzowana publiczność musiała się temu przyglądać, płacząc lub modląc się. Ci, którzy odwracali wzrok lub zamykali oczy, byli bici. Po około trzech godzinach oczekiwania, na dziedziniec zamku weszło dwunastu żołnierzy gestapo, w żółtych mundurach ze swastykami. Stanęli przy szubienicy i odczytano po niemiecku wyrok, potem jeden z Niemców przetłumaczył wyrok na polski „Skazuje się ich na śmierć, za to, że dążyli do oderwania tych odwiecznie niemieckich ziem od tysiącletniej Rzeszy.”
Wówczas jeden ze skazańców Tadeusz Jurecki, uczeń ciechanowskiego gimnazjum krzyknął głośno: „Niech żyje Polska!” a reszta powtórzyła za nim: „Niech żyje Polska!”, wtenczas gestapo wyrwało im spod nóg stół, na którym stali. Kiedy ciała skazanych zakołysały się, od murów zamkowych echo odbiło czterokrotnie słowo Polska… Polska …Polska …Polska i umilkło.
17 grudnia 1942 roku zginęli:
Tadeusz Jurecki – kierował wywiadem Armii Krajowej w Ciechanowie;
Bolesław Nodzykowski – podoficer z 13 pp w Pułtusku;
Kazimiera Grzelak – kolporterka prasy, związana z ruchem oporu;
Zenobia Jelińska – łączniczka Armii Krajowej z Przasnysza.
Wieczna chwała bohaterom!
opracowała: Adiunkt Agnieszka Magalska -Banach