GOŁOTCZYZNA – miejsce szczególne dla Aleksandra Świętochowskiego

Aleksander Świętochowski wspólnie z Aleksandrą Bąkowską uruchomił w Gołotczyźnie szkoły dla „dzieci włościan”. Stało się to jeszcze w czasach zaborów. Pozytywiści uznali słusznie, że społeczeństwo polskie potrzebuje działań oświatowych, które pozwolą na kształtowanie świadomych politycznie i gospodarczo obywateli. Zdawali sobie sprawę, że przyszłość Polski zależy od mocnych „fundamentów”, w postaci światłych chłopów, przez wieki zacofanych i zaniedbywanych. Proces tworzenia tych placówek oświatowych był trudny, a twórcy poświęcali dla niego swój czas oraz majątek. Zachowało się do współczesności korespondencja, w której Świętochowski informował i niejednokrotnie dyskutował z Bąkowską, co do wyglądy szkół, problemów z ich powstawaniem czy wreszcie celu i misji, jaką mają pełnić. Poniżej kilka fragmentów z listów (całość jest dostępna w formie wydawnictwa „Aleksander Świętochowski. Listy”, opublikowanego przez Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie):

„ … Nie potrzebowałem Pani zapewniać, że futryny i odrzwia można dostać w Warszawie, bo to nie ulega wątpliwości, mogłem tylko zbadać, czy nie będą tu tańsze, ale nie otrzymałem cen miejscowych. W ogóle, co do drzewa, które stanowi wydatek bardzo poważny, pozostawili mnie Państwo bez decyzji. Nie wiem, czy ceny Wilczyńskiego są niskie, nie wiem, czy Łopacin potrzebnego materiału dostarczy, a wczesne i dokładne informacje przydałyby mi się tym bardziej, że nowo obrany członek zarządu Towarzystwa Kultury Polskiej prowadzi duży handel drzewem wołyńskim i przyrzekł mi dostarczyć go po cenie kosztu.

… O tym, że „swojno” jest ludową nazwą teściowej, wiedziałem i wspominałem Pani; nie wydało mi się jednak niewłaściwym użycie wyrazu swojno. Szkoda, że dopiero teraz otrzymuję protest przeciw temu tytułowi, gdy podanie już wysłałem do Petersburga i gdy ono jest nieco osłabione odmową podpisu właścicielki gruntu.  … W tej chwili nie nasuwa mi się jeszcze żadna nazwa, która by mogła liczyć na uznanie. Najlepsza wydaje mi się Piastowo. Jeśli i ta nie dobra, proszę w porę mnie ostrzec.

… Co do mojego przyjazdu, nie ma on innej przeszkody, prócz ostrzeżenia ze strony Pani, z jakim uczuciem byłbym widziany w Gołotczyźnie? Powiedziałem wtedy i ściśle tego dotrzymuję: usunę się na bok, wytężę jednak wszystkie siły, ażeby zebrać potrzebne środki a Pani niech szkołę wybuduje i urządzi. Wierzyłem i wierzę, że Pani to zrobi dobrze, umiejętnie i ekonomicznie. Ponieważ nie jestem wściekłem psem, który biegnie tam, gdzie go się boją i skąd go odpędzają, ażeby kąsać, więc, po co ma go naśladować? Ileż ja bym wzbudził niechęci i podejrzeń, ile popełnił kłamstw i obraz!

… Wszystko to jednak nie będzie mi przeszkadzało i nadal, jak dotąd, wysilać się, ażeby Pani niczym nie urazić i możliwie zadowolić jej życzenia, chociażby to miało dziać się z takim samym, jak dotąd, skutkiem. Dla siebie zachowam tylko tę resztę dumy, której nawet dla Pani wyrzec się nie mogę i bez której człowiek żyć przestaje.

… Co do nazwy proponuję jeszcze: Płuża lub Płuże, gdyż Bratne wydaje mi się zbyt zużyte i wytarte. Jeśli wszakże Pani przy nim ostaje, zachowam.

… Wiele rozmów i narad poświęciliśmy temu przedmiotowi ze St. Michalskim[1], który sam prowadząc wielką szkołę kolejową ma dużo doświadczenia i stosunków. Otóż on zaleca mi, jako szczególnie dobry nabytek pewnego młodego człowieka, który w tym roku kończy wydział rolniczy Uniwersytetu Krakowskiego i marzy o działalności śród ludu. Ma on dopiero wracając od matki, u mnie być, ale porozumiałem się z jego bardzo bliskim przyjacielem, który goreje pragnieniem wprowadzenia go do Bratnego. Jest to dusza gorąca, polska, ideowością przeniknięta, a tego nie zastąpi żaden Czech, choćby miał najlepszy patent. Pani rada, by puścić w ruch Bratne od 1 stycznia, a ja zbytniego pośpiechu się boję. Boję się wytworzenia drugiego egzemplarza takiej parodii szkolnej, jaką jest Sokołówek i wolałbym, ażeby uczniowie przyszli, kiedy wszystko będzie dla pracy i nauki przygotowane, chociażby początkowo przybyli nielicznie. O ile dziś sądzić mogę z tego, co jest i z tego jeszcze być musi, najstosowniejszą porą otwarcia szkoły byłby 1 października przyszłego roku. Wtedy ruszyłaby ona całą parą.”

 

[1] Stanisław Michalski – ur. 21 kwietnia 1865 w Równem na Wołyniu, zm. 30 grudnia 1949 w Krakowie, działacz oświatowy. Aleksander Świętochowski konsultował z nim formy działalności przyszłej szkoły rolniczej dla chłopców w Gołotczyźnie. Michalski miał doświadczenie jako pracownik w firmie Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska, gdzie był odpowiedzialny za działania oświatowe, dodatkowo czynnie pracował w Kolejowym Stowarzyszeniu Oświatowym Jedność.

 

Prezentowane zdjęcia archiwalne pochodzą ze zbiorów Muzeum Pozytywizmu w Gołotczyźnie oddziału Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie.

 

Starszy kustosz Jarosław Wałaszyk