SZLACHTA NIE PRACUJE… czy aby na pewno?

Jakiś czas temu w jednej ze stacji radiowych usłyszałam utwór pewnej grupy muzycznej, który brzmiał mniej więcej tak: „…ja nie pracuję mam wyrąbane, bo szlachta nie pracuje wcale, wcale, wcale…”. Słuchanie tej lekko prześmiewczej, mocno przebojowej piosenki zatytułowanej „Szlachta nie pracuje”, skłoniło mnie to do pewnych refleksji. Już wcześniej niejednokrotnie zauważałam, że tytuł tej piosenki to popularny zwrot na portalach społecznościowych, wpisywany w pozycji praca. Okazuje się, że wśród młodzieży jest to klasyk, który znaczy mniej więcej tyle, że ktoś czuje się jak arystokrata, który odpoczywa i nie zniża się do pracy.

Wiem, taka jest popkultura, kultura masowa, która odpowiada potrzebom przeciętnego odbiorcy, jej wytwory są łatwe w produkcji, powszechne i powielane, mimo, że operują poetyką kiczu. Jednak może należałoby czasem, zanim użyjemy tego sloganu, zastanowić się głębiej czy aby naprawdę jest prawdziwy? Jaka była, zatem ta kultura szlachecka? Warto wiedzieć, bo ten światopogląd to ponad 300 lat kultury polskiej. Może rzeczywiście ta warstwa społeczna posiadała dominującą pozycję w społeczeństwie z racji nadawanych przywilejów jej przez królów, nie znaczy to jednak, że była próżna. Dziś stereotyp szlachty to albo sarmata albo zaścianek, oba słowa mają wydźwięk pejoratywny, kojarzą się albo z „zastaw się a postaw się” lub „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Ja jednak chciałabym sięgnąć do genezy zaścianka, tych żywych ścian, jaką tworzyły rody szlacheckie broniąc granic Mazowsza czy Polski. Kultura szlachecka to przede wszystkim patriotyzm, wiara katolicka, umiłowanie ziemi, wykształcenie, odpowiedzialność za ród i duma z przynależności do swojej społeczności. Szlachcic nazywał sam siebie „panem bratem”, panem, bo był wolny, a bratem, bo zakładał, że szlachta to jedna wielka rodzina.

Wbrew obiegowej opinii, nie znaczy to, że szlachta nie pracowała,… przeciwnie powszechnie zgadzano się z porzekadłem „bez pracy nie ma kołaczy”. Andrzej Frycz Modrzewski pisał: „należałoby może ustanowić jakieś prawo przeciw próżnującym i leniwym i tym, którzy nie myślą o zasługiwaniu się czy to Rzeczypospolitej, czy to ludziom prywatnym. W każdym razie tak to zostało uświęcone słowem Bożym, że każdy powinien pożywać chleb w trudzie i pocie czoła, zaś, kto nie pracuje, niech nie je”. Natomiast Piotr Skarga pisał:, „ …kto gotowy chleb ma, a potem swym go nie nabywa[…] czas wszystek na służbie Bożej i na dobrych uczynkach trawić winien.” Jestem, bardziej niż przekonana, ze w społeczeństwie staropolskim nie wykształciła się klasa próżniacza, pamiętajmy jednak, jak bardzo szlachta była zróżnicowana pod względem finansowym, dlatego różne były też jej obowiązki. Magnateria w związku ze sprawowaną funkcją bardzo udzielała się w życiu publicznym, zajmowali się nadzorowaniem ogromnych majątków, byli mecenasami artystów, pisarzy, kupowali dzieła sztuki, fundowali obiekty religijne.Wymagało to prowadzenia rachunków, korespondencji, przyjmowania wielu petentów, częstych i długich podróży. Szlachta średnia zajmowała się gospodarką, każdy folwark to było wielkie przedsiębiorstwo, czuwała, więc nad tym, by prace przebiegały sprawnie nie tylko na polach czy pastwiskach, ale również w spichlerzach, stajniach, oborach, sadach, pasiekach, często też stawach, browarach i gorzelniach. Do tych obowiązków należy również dodać udział w życiu publicznym sejmiki, sejmy, sądy, trybunały a jak było potrzeba również uprawianie żołnierki. Najciężej pracowała szlachta zagrodowa, uprawiająca swoje pola wiosną, latem i często też jesienią, od wschodu do zachodu słońca, z przerwami na posiłki. Nie znano urlopów, wolnych sobót, zwolnień chorobowych lub opieki nad dzieckiem, jedynie święta kościelne pozwalały na przerwanie pracy i regenerację sił fizycznych. Nie znaczy to jednak, że wcale się nie bawili, po św. Marcinie aktywność pracy zmniejszała się, a rozkwitało życie towarzyskie połączone jednak z wykonywaniem prac domowych, takich jak kiszenie kapusty czy darcie pierza. Odbywało się to w wesołej atmosferze z żartami i śpiewem. Odpowiednim czasem zabaw hucznych zaś był karnawał, zapusty a także odpusty z jarmarkami, ale to już temat na inną opowieść.

Ile, więc prawdy w tytule…? Chyba niewiele, … wniosek jest jeden należy walczyć ze schematami myślenia, zamiast je powielać.

 

 adiunkt Agnieszka Magalska-Banach

Udostępnij na: