ŁUCZNICTWO W TRADYCJI SARMACKIEJ -wystawa czasowa

Zapraszamy  do zwiedzania wystawy czasowej pt: ŁUCZNICTWO W TRADYCJI SARMACKIEJ, która prezentowana jest w Budynku ekspozycyjnym przy ul.Warszawskiej 61, od 20.10.2019 do 12.I.2020r.
Kurator wystawy: Piotr Banasiak

Łuk jaki jest, każdy widzi;  a do czego służy też każdy wie, no przecież do wyrzucania strzał – tak można by podsumować  obiegową opinię. Jednak każdy, kto nawiąże bliższą styczność z łucznictwem, zwłaszcza z jego historycznymi odmianami, a już szczególnie z łucznictwem w typie wschodnim, zaczyna stopniowo odkrywać niezmierną rozmaitość typów łuków – z których niektóre wcale nie były przeznaczone do strzelania – i jeszcze większe bogactwo odmian pocisków do tej broni – przy czym część z nich zupełnie strzały nie przypomina.
Jakąś część tej różnorodności możemy obejrzeć na prezentowanej wystawie, warto więc pokusić się o małe podsumowanie.

Łuki myśliwskie i bojowe oraz pociski do nich.

Prawdopodobnie pierwszy (pierwszy w sensie urządzenia do wyrzucania pocisków, ponieważ wygiętego kija z założoną cięciwą używano wcześniej do obracania świdrów) wynaleziony łuk posłużył swojemu twórcy do polowania, a wkrótce potem, jak zaświadczają naskalne malowidła, zaczęto przy jego pomocy rozwiązywać nieporozumienia między różnymi grupami łowców…

Historyczne łuki myśliwskie i bojowe są bardzo podobne, choć te pierwsze często dysponują mniejszą siłą (choć wciąż bardzo dużą, w porównaniu do współczesnych sportowych). Zwierzęta nie chodzą w pancerzach, a na polowaniu często trzeba czekać w pogotowiu z napiętym łukiem, nieco mniejsza siła bywa więc korzystna. Tymczasem łuk bojowy jest zazwyczaj najmocniejszy, jaki tylko wojownik potrafi sprawnie obsłużyć – co zazwyczaj oznacza przynajmniej ok 90-120 funtów siły naciągu (czyli 40-50 kg) a bywało, że znacznie więcej. W każdym przypadku taki sprzęt musi być solidny, łatwo znoszący trudne warunki pogodowe i długie noszenie z założoną cięciwą.
Szczególnie płynna granica między przeznaczeniem myśliwskim i bojowym występuje w przypadku krótkich, kompozytowych łuków wschodnich, które przeznaczone były przede wszystkim do strzelania konno. Polowanie z konia najczęściej polega na ściganiu zwierzyny a nie siedzeniu w zasadzce, zaś wielkie łowy na otwartych stepach skalą i wykonywanymi podczas nagonki manewrami niewiele różniły się od ówczesnych bitew. Najuboższy wojownik w armii np. Czyngis-Hana zabierać miał na wyprawę nóż, dwa łuki – jeden zapasowy – oraz sześćdziesiąt strzał. W czasie pokoju tym samym sprzętem polował i bronił swoich zwierząt przed drapieżnikami zaś na wyprawie wojennej walczył, ale także uzupełniał zapasy polując po drodze.

Największy wpływ na wygląd takiego łuku ma to, czy taktyka jego użycia zakłada strzelanie ciężkimi, niezwykle skutecznymi strzałami, ale na małe odległości (co generalnie preferuje łuki większe i z dłuższym naciągiem, mogące magazynować dużo energii), czy też stosunkowo lekkimi, bardzo szybkimi pociskami (gdzie ważna jest nie tyle ilość zmagazynowanej energii, co zdolność do jej efektywnego wykorzystania), a może jakiś wariant pośredni.

Odpowiednio do sytuacji dobierano strzały, a zwłaszcza ich groty. Szerokie, liściaste ostrza, czasami zaopatrzone w zadziory służyły do polowania na większe zwierzęta i rażenia nieopancerzonego przeciwnika. Drobną zwierzynę pozyskiwano przy użyciu grotów tępych, działających ogłuszająco, zaś opancerzenie starano się przebić niewielkiej średnicy ostrzami stożkowatymi, przy czym ich kształt i proporcje starano się dobierać do rodzaju pokonywanej osłony – inny grot służył do przebijania płyty, a inny, znacznie smuklejszy, przeciwko kolczudze.
Istnieje również całe spektrum grotów specjalnych, od zapalających, poprzez sygnalizacyjne gwiżdżące aż po takie osobliwości jak grot skaczący po powierzchni wody, przeznaczony do polowania na kaczki.

Wbrew pozorom, nie tylko typową strzałę można wystrzelić przy użyciu łuku, zwłaszcza jeśli chodzi o łuk wschodni, napinany kciukiem, za pomocą pierścienia, tak zwanego zekiera. Technika ta daje szczególnie duże możliwości wyrzucania – przy użyciu specjalnych cięciw i innych pomysłowych urządzeń – takich pocisków jak strzały pozbawione nasadki do zakładania na normalną cięciwę (aby nieprzyjaciel, który je odnajdzie nie mógł ich wykorzystać), krótkie strzałki podobne do bełtów do kuszy, bardzo szybkie w locie, stalowe igły przebijające tarcze, ołowiane kulki do polowania na ptaki czy kolczatki, ustawiające się zawsze jednym kolcem do góry, które rozrzucone przy pomocy łuku na dużą odległość przed własnymi liniami będą stanowić barierę szczególnie dla wrogiej kawalerii.

Łuk po dziś dzień jest wykorzystywany w wielu krajach do celów myśliwskich. W istocie od lat 20tych XX w. polowanie z łukiem przeżywa prawdziwy renesans, a w raz z wynalezieniem w latach 60tych łatwego w obsłudze łuku bloczkowego nastąpił przełom, w wyniku którego obecnie w USA poluje w ten sposób ponad 2,5 miliona ludzi. Mimo, że większość z nich używa nowoczesnego sprzętu, to nie brakuje myśliwych z łukami tradycyjnymi, czy wręcz historycznymi, a w odpowiednio doświadczonych rękach kute groty stalowe czy nawet krzemienne działają równie sprawnie jak setki czy tysiące lat temu.

Łucznictwo konne

Łucznictwo azjatyckie nierozerwanie związane jest z wykorzystaniem tej broni z końskiego grzbietu. Kolejne fale koczowników z wielkiego stepu, których zasadniczym orężem był łuk refleksyjny docierały aż do Europy, granic Egiptu czy nawet lądowali na brzegach wysp japońskich. Wystarczy wspomnieć Temudżyna, którego konni łucznicy stworzyli największe pod względem obszaru imperium w dziejach świata.

Ta dziedzina sztuki łuczniczej niesie ze sobą szczególne wyzwania, jeździec nie tylko musi trafić przesuwający się cel siedząc na grzbiecie zwierzęcia pędzącego z prędkością przekraczającą czterdzieści kilometrów na godzinę, ale też być w stanie strzelać w każdym kierunku – do przodu, w tył, na obie strony konia a nawet w dół czy w górę. Łucznik pieszy niemal zawsze ma możliwość ustawić się wygodnie względem tarczy, natomiast gdy siedzi się w siodle może to wymagać prawdziwej ekwilibrystyki a czasami przełożenia łuku do drugiej ręki. Bywa, ze wojownik będzie strzelał z tarczą założoną na przedramię ręki trzymającej łuk, albo z rękojeścią szabli trzymaną w dłoni jednocześnie naciągającej cięciwę.  Najwygodniejszy będzie zatem łuk możliwie krótki i poręczny, zaś prócz samego łuku i strzał bardzo istotny, o wiele ważniejszy niż dla pieszego jest odpowiedni futerał na strzały czyli kołczan, stabilny niezależnie od ruchów konia, ale jednocześnie umożliwiający błyskawiczne dobywanie kolejnych strzał.
Komplet składający się z ozdobnego kołczanu i łubia do przechowywania łuku – razem nazywany sajdakiem – stał się pod koniec XVII w. w Polsce swoistą oznaką zawodowego wojskowego, kawalerzysty, noszoną przy różnych okazjach dla odróżnienia od szlachcica „cywila”.

Współcześnie łucznictwo konne jest nadal  uprawiane jako sport nieco egzotyczny, ale rozwijający się ostatnio całkiem prężnie. Warto wspomnieć, że krótki łuk refleksyjny jest również częścią historii polskiej wojskowości i był w naszej kawalerii używany przez około 300 lat, a tradycje te z niebagatelnymi sukcesami kontynuuje grono współczesnych łuczników, poprzez pokazy, udział w inscenizacjach i starty w zawodach w kraju i na świecie. Doświadczonym łucznikiem konnym z wieloma sportowymi sukcesami jest na przykład Michał Sanczenko, którego zbiory stanowią znaczącą część niniejszej ekspozycji.

Piesze strzelanie do tarczy

Współcześnie łuk kojarzy się przede wszystkim ze sportowym strzelaniem do tarczy – rywalizacja od zawsze była jednym z motorów postępu w łucznictwie.  Kiedy pierwszych dwóch pradawnych myśliwych rozpoczęło pierwszy wspólny trening od razu pojawiło się pytanie, który z nich potrafi celniej trafić w skórę jelenia wypchaną sianem. Typowe obecne zawody tarczowe odbywają się na dystansach od 30 do 90 m., jednak kiedyś często strzelano na o wiele większe dystanse, rzędu 150-250 metrów, traktując sport jako formę treningu bojowego.
Ze względu na większe odległości i cięższe materiały z których wykonywano strzały, siły łuków sportowych były kiedyś znacząco większe niż obecnie. Nie musiały one być jednak tak odporne na warunki zewnętrzne, jak myśliwskie czy bojowe.

Forma strzały sportowej nie zmienia się szczególnie przez wieki, zmieniają się oczywiście materiały, ale zawsze potrzebny jest mały stożkowy grot, który wbije się w tarczę nie uszkadzając jej za bardzo oraz precyzyjnie wykonany promień z niezbyt wielkimi lotkami, dostosowanymi  wielkością do odległości strzelania, czyli odpowiednio balansującymi między stabilizacją strzały a oporem powietrza.

Typowe strzelanie do tarczy ustawionej na otwartym, płaskim terenie, w ustalonej odległości nie jest i nigdy nie było jedyną możliwością. Trenowano również ostrzał odległych celów, na które strzały lecąc wysokim łukiem spadają od góry (tak zwane strzelanie nawiją), jak też celowanie na nieznane, zmienne dystanse, w urozmaiconym terenie. Współcześnie bardzo popularne stają się tak zwane zawody 3D, w których celami są niezwykle realistyczne, plastikowe makiety zwierząt, sama jednak idea jest bardzo stara, choć kiedyś zazwyczaj ograniczano się do figur wymalowanych na płótnie czy papierze (choć istnieją historyczne wzmianki nawet o celach ruchomych).

Strzelanie na dystans

Oprócz precyzji trafienia podstawowym parametrem określającym możliwości łucznika jest oczywiście to, na jaki dystans potrafi wysłać pocisk. Zawody w biciu rekordowych odległości strzału, tak zwany współcześnie flight shooting, były popularne  w wielu kulturach, nigdzie i nigdy jednak bardziej, niż w otomańskiej Turcji. Tureccy rzemieślnicy rywalizowali zacięcie w produkcji specjalnych, wyczynowych łuków, o ogromnej sile ale niezwykle delikatnej konstrukcji, która przed konkursem była w odpowiedni sposób wygrzewana, aby zwiększyć zdolność wyrzutu strzały. Rekordowy wynik był wspólnym osiągnięciem producenta łuku i zawodnika, który z niego strzelał.
Oczywiście strzały do takiej konkurencji również były specjalne, bardzo cienkie, lekkie i krótsze niż normalne, wystrzeliwane z użyciem rynienki mocowanej na nadgarstku ręki trzymającej łuk, co umożliwiało przeciągnięcie cięciwy na odległość większą, niż długość strzały, aż jej grot cofał się poza rękojeść łuku.

Strzelanie takim sprzętem było możliwe tylko dla najwyższej klasy łuczników, najdrobniejszy błąd przy zwolnieniu powodował rozpadnięcie się delikatnej strzały na kawałki albo i złamanie łuku.

Jeśli jednak udało się oddać perfekcyjny strzał, to taki pocisk mógl polecieć na odległość znacznie przekraczającą 600 m. a słynny Iskender Tozkoparan (w owych czasach najlepsi łucznicy byli równie sławni jak dzisiejsze gwiazdy piłki nożnej) osiągnął w XVI w. niezwykły rezultat  1281,5 gez czyli 846 metrów! Rekord ten udało się pobić dopiero w połowie XX w., używając sprzętu z materiałów ery kosmicznej.

Zanim początkujący łucznik mógł pochwalić się takimi osiągnięciami, musiał opanować strzelanie strzałami treningowymi, stopniowo używając coraz dalej lecących, ale i delikatniejszych pocisków. Niektóre z nich były zaopatrzone w specjalnie opierzenie przypominające nieco szczotkę do zmiatania kurzu, które służyło ograniczeniu zasięgu do zaledwie kilkudziesięciu metrów, tak aby można było ćwiczyć zwolnienie cięciwy bez konieczności  biegania za każdym razem prawie kilometra.

Sprzęt do treningu siłowego.

W dzisiejszych czasach trudno sobie uświadomić, że niektórymi niezmiernie popularnymi materiałami dysponujemy od bardzo niedawna. Przykładem jest guma, którą wynaleziono dopiero w połowie XIX w.  Cóż zatem robili nasi przodkowie, kiedy chcieli popracować nad swoją kondycją fizyczną a nie mieli gumowych ekspanderów? Oczywiście używali łuków. Ówczesny łucznik posiadał do treningu przynajmniej trzy łuki o różnej sile – jeden, który mógł naciągnąć kilkaset razy, drugi kilkadziesiąt razy, a trzeci najmocniejszy, który zdolny był rozciągnąć zaledwie kilkukrotnie. Współczesnemu zawodnikowi wystarcza zazwyczaj jeden łuk i kolekcja różnej grubości gumowych taśm; jest to rzecz jasna o wiele tańsze rozwiązanie.
Ćwiczyli zresztą nie tylko łucznicy sensu stricte. Wiele z tych łuków nie było przeznaczonych do strzelania a wyłącznie do zastosowania jako rodzaj ekspandera. Siła naciągu bywała niekiedy olbrzymia, dochodziła albo nawet przekraczała 200 funtów (90 kg) a rekordowy zachowany egzemplarz, złożony z dwóch połączonych łuczysk, szacowany jest na około 300 funtów.

W krajach takich jak Chiny, Mongolia, Iran czy Turcja do tej pory napotkać można czasami siłaczy popisujących się przed publicznością różnymi sztuczkami, w tym z użyciem bardzo silnych łuków. W dawnej Turcji popularną uliczną rozrywką urządzaną przez takie „cyrkowe” trupy był konkurs polegający na próbie wydostania złotej monety przyciśniętej cięciwą do ramienia łuku, oczywiście odpowiednio potężnego. Kto by potrafił odciągnąć cięciwę dostatecznie daleko, mógł zgarnąć nagrodę.

Interesującą formą łuku przeznaczonego wyłącznie do treningu był lezam, używany w armii indyjskiej. Zaopatrzony był zamiast konwencjonalnej cięciwy w łańcuch z wygodnym uchwytem dla dłoni pośrodku i licznymi, metalowymi płytkami przyczepionymi do ogniw na całej jego długości. Te blaszki powodowały przy używaniu przyrządu charakterystyczny brzęk, dzięki czemu przełożony nie musiał stale obserwować  ćwiczącego żołnierza, poganiał go tylko kiedy hałas cichł…

W imperialnych Chinach ćwiczenia w naciąganiu bardzo silnych łuków miały szczególne znaczenie, jako część systemu egzaminów wojskowych; praktyka ta dotrwała aż do końca XIX w. Łuki przeznaczone do testowania tężyzny fizycznej żołnierzy były opatrzone oficjalnymi pieczęciami, potwierdzającymi ich siłę, odpowiednią dla różnego poziomu testów. Przykład takiego sprzętu służącego do egzaminów można zobaczyć na wystawie.

Michał „Chodja Bej” Choczaj