Category Archives: Ciekawostki

WIERZBA –drzewo odradzającego się życia

Wierzba – drzewo odradzającego się życia. Rosochata wierzba, w moich wspomnieniach z dzieciństwa, leży gdzieś obok pajdy chleba ze śmietaną i cukrem czy mlekiem prosto od krowy… Myślę, że nie tylko w moich wspomnieniach, przecież w naszej wspólnej narodowej świadomości, drzewo to zajmuje pozycję – obok bociana, wysoko na liście naszych narodowych symboli. A jednak mimo to, wierzby znikają powoli z naszego krajobrazu… Coraz rzadziej je spotykam … a przecież w naszej mazowieckiej tradycji wierzba jest symbolem budzącego się życia, płodności, witalności.

Kwitnie wczesną wiosną, do dziś bywa święcona w Niedzielę Palmową. Starsi ludzie przypisują jej wprost magiczne właściwości, twierdzą, że smaganie palmą z witkami z wierzby ma zapewnić zdrowie i urodę. Warto przypomnieć o tym zwyczaju, w poniedziałek wielkanocny smagane są dziewczęta w myśl ludowego porzekadła „wiklina gonna, dziewczyna skłonna”, zaś kobiety panów uderzały wierzbowymi gałązkami tydzień wcześniej w Palmową Niedzielę – wiązało się to bez wątpienia z zaklinaniem płodności. Natomiast zwyczajem „prozdrowotnym” w wierzeniach ludu jest łykanie „kotków” z poświęconej palmy, aby gardło nie bolało. W folklorze mazowieckim stare spróchniałe wierzby były siedzibą diabła Rokity strażnika mokradeł, jak powiadają przysłowia „w starej wierzbie diabeł mieszka”, „kręci jak diabeł suchą wierzbą”, czy „śmieje się jak diabeł w suchej wierzbie”, pewnie z tego powodu właśnie często w te drzewa uderzały pioruny. Co więcej wierzono również, że z wierzbowych gałęzi czarownice wykonywały swe latające miotły. Mimo to, wierzba była bardzo ważna w życiu mieszkańców wsi. Z jej drewna wyrabiano narzędzia gospodarcze, korę stosowano w farbiarstwie, gałęzie zbierano na opał lub wyplatano z nich płoty, z wikliny wyplatano kosze. W lecznictwie ludowym była stosowana, jako lek przeciwgorączkowy, przeciw reumatyczny a zewnętrznie przy trudno gojących się ranach. Teraz jest ten czas, gdy wierzba pokrywa się puszystymi kotkami, które kojarzą się przede wszystkim z Wielkanocą, Zmartwychwstaniem, nowym życiem. I choć może dziś nie widzimy tego z okien naszych domów, te otulone puchem nowe pączki, dają nam nadzieję …. symbolizują odradzanie się życia.

„Tu się kryje biała chata,
 tu słomiany dach,
 przy niej wierzba rosochata,
 a w konopiach strach.”   

                                          (M. Konopnicka)

 

opracowała:

adiunkt  Agnieszka Magalska-Banach

DREWNIANA FIGURA ŚW. JANA NEPOMUCENA

Mazowsze północne kryje  w sobie wiele niesamowitych i pięknych miejsc, czasem nieco zapominanych, położonych z daleka od głównych arterii drogowych  i schowanych przed ludzkim wzrokiem . Właśnie takim obiektem jest drewniana figura św. Jana  Nepomucena w miejscowości  Purzyce Trojany.

Ten święty jest  znany przede wszystkim jako patron chroniący przed powodziami i ratujący tonących.Pilnuje mostów, brodów i promów. Dlatego jego kapliczki można spotkać w pobliżu  rzek, ale jego figury stawiano także w pobliżu gmachów publicznych, gdyż uważano  że opiekuje  się dobrą sławą i honorem chroniąc przed zniesławieniem i pomówieniem. Jest też  patronem miasta  Pragi , spowiedników i szczerej spowiedzi, zakonu jezuitów czy też umierających pielgrzymów.

Atrybutami Jana Nepomucena są: krucyfiks, -najczęściej Jan przyciska go do piersi,  wieniec z pięciu gwiazd -które ukazały się w chwili jego śmierci,  księga- symbolizująca uczonego i teologa, palec- przy ustach, jako znak milczenia, klucz- znak uwiezienia oraz zamek i kłódka -które oznaczają sekret , tajemnicę.

Interesująca nas figura w Purzycach Trojanach wysokości 6, 7 metra, zbudowana jest z drzewa sosnowego. Sama postać świętego ma około 2 metrów wysokości. W ręku prawdopodobnie trzymał jeden ze swoich atrybutów czyli krucyfiks, który nie zachował się do naszych czasów. Święty ubrany jest  w sutannę i komżę, na głowie biret.  Stoi na wysokiej kolumnie nad głową znajduje się daszek.

Kilka kilometrów dalej w miejscowości Grudusk znajduje się inna figura tego samego świętego ale już mniej okazała.  Figura jest  nie kompletna,  gdyż w wyciągniętych rękach brakuje księgi ( kilka lat temu była) na szyi zawieszony krzyż pod nim serce. Widoczna jest także stuła.

kustosz Dariusz Krawczyk

PLOMBY

W roku 1864 osunęła się część Góry Zamkowej w Drohiczynie. Wówczas  nikt nie spodziewał się, że ziemia odsłoni  tajemnicę, która do dnia dzisiejszego nie została rozwiązana.  W osuwisku ziemi znaleziono wiele maleńkich ołowianych zabytków. Wszystkie znalezione artefakty miały po obu stronach tajemnicze symbole i znaki. Widoczne są ślady sznurka, na którym były zaciśnięte. Jednym słowem: były to ołowiane plomby. Plomby znane  są nam  i współcześnie –  zabezpieczają dostęp do tajnych kancelarii, strzeżonych pomieszczeń i innych tajemnic.

Znalezione artefakty  nazwano „Plombami typu drohiczyńskiego” strzegą swej tajemnicy do dziś. Wielu naukowców stara się rozwiązać zagadkę z nimi związaną. Przez wiele lat plomby stanowiły problem dla nauki i naukowców. Jednakże od niedawna zwraca się na nie większą uwagę i stara się rozwikłać tajemnice z nimi związane.

Na pewno służyły jako  uwierzytelnienie tak zwanego „pieniądza skórkowego”, pęków skór wiewiórczych i kunich używanych jako płacidło w rejonie dwunastowiecznej Rusi Kijowskiej. Skórki mogły bowiem być całkowicie wyliniałe, ale odbita w „czarnym ołowiu” pieczęć króla czy kniazia podtrzymywała ich wartość.

Na terenie Europy i Azji bizantyjskiej znaleziono tysiące  plomb typu drohiczyńskiego. Nigdy zapewne nie dowiemy się niczego pewnego o ich prawdziwym przeznaczeniu i znaczeniu odbitych na nich symboli.

Te niewielkich rozmiarów przedmioty były kiedyś gwarantem nienaruszalności przesyłek wędrujących między wsiami, miastami, a często i państwami. Ten, który nadawał przesyłkę nie towarzyszył jej w drodze ale chciał mieć pewność, że nikt nie będzie zaglądał do niej ani nie przywłaszczy sobie zawartości przesyłki.  Dlatego też zabezpieczano je plombami.  Oczywiście w zależności od czasu i miejsca, różny był materiał z gliny, ołowiu, gipsu, laku. Odciskano nie tylko znak nadawcy ale i inne począwszy od znaków, jakimi posługiwali się panujący, poprzez herby rodowe, herby miast, znaki kupieckie i rzemieślnicze.

Za panowania pierwszych władców w Polsce dla ich potrzeb istniał system usług zwany powodem. Zobowiązywał on  lokalnych przedstawicieli władzy  do utrzymania specjalnych pomieszczeń i dostarczania koni dla posłańców królewskich. Rycerstwo było z kolei zobowiązane do obstawy  i bezpiecznego  przewozu wartościowych przesyłek.

Po raz pierwszy w Polsce na przełomie XIII i XIV wieku ustalono i spisano zasady przewozu korespondencji i rzeczy. Wprowadzono również  zakres odpowiedzialności za powierzone mienie.

Już w XVI wieku w Europie zaczęły kursować według ustalonego planu dyliżansy. Przewoziły one podróżnych, korespondencję i różne towary. W Polsce w 1558 roku  pierwsze takie  stałe połączenie Poczty Królewskiej między Krakowem a Wenecją przez Wiedeń założył król Zygmunt August. Kilka lat później z korzystania otrzymały osoby prywatne, a instytucja ta zmieniła nazwę na „Poczta Polska”.

Należy jednak zaznaczyć iż to nie królowie, ale kupujący przyczynili się najbardziej do rozwoju poczty. Początkowo korzystano z  wozów konnych, później z linii kolejowej, przesyłali towary między wsią a rozwijającymi się miastami.

Plomby są niezwykle ważnym materiałem historycznym. Na podstawie miejsc znalezisk można odtworzyć od najdawniejszych czasów całą sieć zarówno rzeczną jak i lądową. Na ich podstawie możemy zweryfikować i prześledzić ówczesny handel.

Na terenie miasta Ciechanowa została znaleziona tylko jedna plomba, ale w Pułtusku tych artefaktów jest kilkaset i datuje się je od X wieku.

 

Izabela Jakubowska

ALEKSANDER ŚWIĘTOCHOWSKI

Aleksander Świętochowski 18.I.1849 – 25.04.1938r. – Poseł Prawdy, Władysław Okoński, Henryk Dołęga, D. Remus, Oremus, Liber, Gezyasz, Nauczyciel; autor wielu prac m.in. – Historii Chłopów Polskich, Twinko, Nałęcze, Drygałowie, Genealogia teraźniejszości (powstałe w jego ukochanej Gołotczyźnie), współorganizator i twórca szkół rolniczych, wspaniały moralista, społecznik i po prostu człowiek, który służył pomocą wszystkim.

Osiadł w Gołotczyźnie pod Ciechanowem. Przyciągnęła go osoba Aleksandry Bąkowskiej, wspaniałej pozytywistki i społecznika. Poznał ją w redakcji własnej gazety „Prawda”, a ujęła go swą urodą i niepowtarzalną inteligencją. Ona to, znając biegle m.in. język angielski tłumaczyła wydania dzieł filozoficznych Tylora, Spencera czy Darwina. Była właścicielką wspomnianego majątku pod Ciechanowem, który przeznaczyła na cele społeczne. Założyła tutaj szkołę rolniczą dla dziewcząt, a Poseł Prawdy, przy jej wydatnej pomocy, otworzył podobną placówkę dla chłopców. Tak oto los związał tych dwoje ludzi, na polu nauki i oświaty.

Aleksander pokochał Gołotczyznę, szkoły uznawał za swoje „dzieci”. Pracując w sadzie obok nowego budynku „Krzewni”, poznał Marię Żydowo. Kobieta ta znacząco od niego młodsza, okazała się najwspanialszą miłością i natchnieniem. Związek ten został uwieńczony małżeństwem, po śmierci jego pierwszej żony. W Gołotczyźnie dał się poznać, jako oddany wszystkim pomocnik, organizator życia społecznego, dzięki niemu między innymi, otwarto przystanek kolejowy, bardzo pomocny zarówno uczniom szkół, jak i mieszkańcom.

W październiku 1937 roku przeprowadził się do nowego domu „ALMA” (nazwa od imion małżonków), zmarł 25 kwietnia następnego roku. Jak wspominała Maria Świętochowska, odszedł trzymany przez nią za rękę, spokojny jej przyszłość.

Starszy Kustosz Jarosław Wałaszyk

PUSTELNIA-SANKTUARIUM MARYJNE

Od zarania dziejów w bliskiej okolicy Soboklęszcza, w lesie nad strumieniem istniało miejsce przez miejscowych zwanych Pustelnią. Legenda mówi o żyjącym tam pustelniku, który w miejscu strumienia pobudował studnię z życiodajną wodą, przywracającą wiernym zdrowie. Znaczenie pustelni, jako ośrodka kultu maryjnego wzrosło podczas epidemii cholery z połowy XIX wieku, a powstanie kapliczki w miejscu pustelni należy wiązać z licznymi uzdrowieniami. Dziś zabytkowa pustelnia składa się z pobielonej kapliczki, studni, krzyża misyjnego i drewnianego ogrodzenia, wokół jest wiele drewnianych ławek i klęcznik modlitewny. Mimo wczesnej pory dnia zastaję świeże kwiaty i palące się znicze… jest to dla mnie znak, że to oddalone miejsce mimo kwarantanny jest regularnie odwiedzane. Na jednej ze ścian kapliczki wisi legenda, którą pozwolę sobie w całości zacytować:

„ W odległości 1,5 wiorsty od kościoła osiedlił się młody człowiek, imieniem Stanisław, któremu Prusacy wymordowali całą rodzinę, a gospodarstwo spalili. Było to w XVIII wieku w miejscu gdzie dziś znajduje się obecna pustelnia. Chciał on zdobyć obraz Matki Bożej, ale kiedy zorientował się, że nie ma na to szans, postanowił sam wyrzeźbić Jej figurę. Natychmiast przystąpił do rzeźbienia. Nie mając żadnych dłut, ani jakiegoś wzoru, wyrzeźbił figurę Matki Boskiej, która stoi do dnia dzisiejszego. Na lewym ręku Matki Bożej posadził Pana Jezusa, a obok figury postawił Św. Franciszka. Pewnego razu do owego pustelnika przyszedł chłopiec, który przyniósł mu kawałek chleba. Chłopiec ów przyprowadził ociemniałą siostrzyczkę. Pod natchnieniem Matki Bożej pobiegł do źródełka, przyniósł lodowatej wody, ogrzał ją i poprosił dzieci, aby modliły się do Matki Bożej i Pana Jezusa o uzdrowienie dziewczynki. Po obmyciu oczu wodą, dziewczynka przejrzała. Od tej chwili woda ze źródła miała cudowną moc przywracającą wzrok ludziom ociemniałym. Stanisław umarł mając 103 lata. Matka Najświętsza nie opuszczała mieszkańców parafii Łopacin. Cuda działy się nadal i kiedy nastąpiła wizytacja duszpasterska w 1763 roku, stwierdzono 40 cudów za pośrednictwem cudownego obrazu Matki Bożej Łopacińskiej.”

Może w tych trudnych dla nas czasach, warto sobie przypomnieć o takich miejscach, ku pokrzepieniu. Można przeczytać wiele legend o Pustelni, wiele świadectw ludzi tam uzdrowionych, ale najlepiej jest samemu odwiedzić to niezwykłe miejsce odosobnienia.

 

opracowała: Agnieszka Magalska-Banach

HISTORIA SZABEL 11 PUŁKU UŁANÓW

Jednym z nieodzownych atrybutów kawaleryjskich była szabla, tak ją zdefiniował Zygmunt Gloger w „Encyklopedii Staropolskiej”- „Szabla należała do tak zwanej broni białej czyli siecznej, za pomocą której Polacy odnosili wiele zwycięstw. Stała się więc ukochaną bronią narodu, którą rycerz polski oddawał w boju jeno razem z życiem. Stosunek, jaki zachodził między Polakiem i jego szablą, nie powtarza się u innych narodów”.
W 1921 roku do Ciechanowa, przybył 11 Pułk Ułanów, którego nazwa od 1937 roku brzmiała „11 Pułk Ułanów Legionowych imienia Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza”.
W okresie formułowania się tej jednostki, w użyciu były szable różnych wzorów przeważnie odziedziczone po armiach zaborczych. Najbardziej rozpowszechnioną szablą w 11 pułku, była francuska szabla szeregowego lekkiej kawalerii wz. 1822. Znalazła się ona w Wojsku Polskim poprzez zakupy jakich dokonała Polska Misja Wojskowa działająca w Paryżu w 1919 r. Broń ta rozkazem z dnia 29.09.1927 r., przeszła polską modyfikację, która polegała na likwidacji kabłąków bocznych. Zmian tych dokonać miały pułkowe zakłady rusznikarskie, celem takiego zabiegu było polepszenie zdolności użytkowej, zmniejszenie wagi a także zrównoważenie rękojeści i głowni.
Ciekawą informacje podaje Włodzimierz Kwaśniewicz w swojej książce „Dzieje szabli w Polsce”, że w 11 PUL używano także tzw. szabel Krechowieckich.
Inaczej sprawa wyposażenia w szable przedstawiała się w korpusie oficerów, którzy całość wyposażenia kupowali za własne pieniądze. Najczęściej spotykanym wzorem była tu szabla oficerska produkcji polskiej wz. 1921/22, której cechą charakterystyczną była mosiężna rękojeść oraz zdobione głownie różnego rodzaju inskrypcjami. Ciekawostką jest to, że wyrób tej szabli określony był warunkami technicznymi, a pomimo tego bardzo trudno na rynku kolekcjonerskim znaleźć dwie takie same szable tego wzoru. Wiąże się to jest z tym, iż oficerowie dopasowywali ją indywidualnie np. do swojego wzrostu . Szable te produkowało kilka prywatnych firm, co też nie sprzyjało unifikacji tego uzbrojenia.
Władze wojskowe chcąc doprowadzić do zatarcia różnić pomiędzy szablami oficerskimi, a żołnierskimi poleciły opracować nowy wzór szabli, określonej jako wz. 1934. Produkowana była przez Hutę Ludwików w Kielcach, stąd też jej potoczna nazwa „ludwikówka”. Tego typu broń widzimy na fotografii wykonanej podczas święta pułkowego 19 kwietnia 1939 roku, kiedy społeczeństwo Ciechanowa przekazywało uzbrojenie ułanom. Warto zaznaczyć, że „ludwikówka” była ostatnią w sposób naukowy opracowaną szablą bojową.
Swój rodzaj szabli wykształcił również korpus podoficerski, broń ta nie została w żaden sposób określona warunkami technicznymi. Według ówczesnych przepisów szabla oficerska przysługiwała żołnierzom posiadającym stopień chorążego wzwyż. Podoficerom zawodowym jazdy, którzy mieli stopień niższy, przysługiwały szable żołnierskie. Dlatego cześć podoficerów chcąc odróżnić swój oręż, dokonywała jej przeróbek, które polegały na niklowaniu rękojeści szabli.
Do dzisiejszego dnia, pozostało dość sporo egzemplarzy szabel związanych z 11 pułkiem ułanów w kolekcjach prywatnych, ale najczęściej można zaleźć je w placówkach muzealnych gdzie są dostępne dla szerokiego ogółu. Uwagę przykuwa szczególnie jeden okaz szabli francuskiej wz. 1822, który należał do 11 PUL, a obecnie znajduje się w Wojskowo-Historycznym Muzeum Artylerii, Wojsk Inżynieryjnych i Łączności w Sankt Petersburgu (Rosja) i umieszczony jest w katalogu wydanym przez A.H Kulińskiego pt. „Европейскоехолодноеоружие”. Pod opisem szabli znajdujemy informację, że szabla jest zdobyczą wojenną z 1939 roku.

opracował:

kustosz Dariusz Krawczyk

KARAWAKI

Wielkie „zarazy” towarzyszyły człowiekowi od wieków, zmieniały losy polityczne, gospodarcze i społeczne całych nacji. Wystarczy tu wspomnieć o XIV -wiecznej epidemii czarnej śmierci, czy już bliższej naszym czasom bo XX -wiecznej pandemii grypy zwanej hiszpanką.
Czy możemy odnaleźć ślady wielkich epidemii na naszym terenie? Oczywiście że tak, świadczą o tym chociażby najlepiej karawaki, zwane także krzyżami cholerycznymi bądź morowymi.

Według słownika PWN karawaka to „krzyż o dwóch poprzecznych ramionach, z których górne jest krótsze”.
Karawka wywodzi się z Hiszpanii z miasta Caravaca. Trafiła na ziemie I Rzeczypospolitej wraz z pielgrzymami, którzy udawali się do miejsc kultu we Włoszech. Warto prześledzić losy tego fascynującego krzyża, w którym znajdowały się relikwie z krzyża ukrzyżowania. Były one przechowywane w relikwiarzu o kształcie krzyża patriarszego z dwoma poprzecznymi ramionami.
Z krzyżem cholerycznym wiąże się także dość ciekawa legenda. Według przekazów przynieśli go z nieba dwaj aniołowie. Działo się to, kiedy część Hiszpanii znajdowała się pod panowaniem Maurów. Wśród więźniów emira Ceyt-Abuceyta znalazł się chrześcijański ksiądz Ginez Perez Chisinos, którego emir zapytał jakie zna rzemiosło. Ksiądz odpowiedział, że potrafi sprowadzić z nieba Boga Wszechmogącego i w czasie Mszy św. z chleba uczynić żywe ciało. Mauretański władca polecił mu to zrobić. Dostarczono kapłanowi wszelkie niezbędne rzeczy do odprawienia Mszy Świętej, ale ksiądz stając przed ołtarzem z przerażeniem stwierdził, że zapominał o krzyżu. Wzywał na pomoc Boga, ten przysłał dwóch aniołów, którzy przynieśli z prawdziwego św. Krzyża Chrystusowego piękny krzyż- obecnie nazwany hiszpańskim. Postawili go na ołtarzu przed królem i wyfrunęli z powrotem przez okno. W czasie przeistoczenia zobaczył emir w Hostii św. jaśniejące Dzieciątko, żywe Ciało narodzone z Dziewicy Maryi, nawrócił się i polecił się ochrzcić wraz z królową i dwoma synami. Tak głosi legenda, a w rzeczywistości krzyż jest relikwiarzem zdobytym przez Ferdynanda III Świętego podczas wojny z Maurami w 1241 roku.

Mieszkańcy Caravacy wierzyli, że krzyż chroni ich przed klęskami, żywiołowymi, wypadkami, nagłymi zgonami, klątwami i kradzieżami. Miał też leczyć choroby. Podwójny krzyżyk i jego kult bardzo szybko rozprzestrzenił się po całej Hiszpanii, hiszpańskich Niderlandach i Portugali. Jego wizerunek umieszczano na dzwonach, które miały odpędzać burze. Zanurzany w odmętach rzek miał chronić dane społeczeństwo przed powodzią. Bardzo szybko zaczęto sporządzać repliki karawaki i nosić na szyi.
Podczas trwania Soboru Trydenckiego wybuchła zaraza, którą zaczęto zwalczać krzyżem z miasta Caravaca. Papież Innocenty XI zabronił w 1678 r. ich używania, a powodem takiej decyzji było powszechne traktowanie karawaki jako amuletu bądź talizmanu.

Zwyczaj stawiania krzyży cholerycznych chroniących przed morowym powietrzem najprawdopodobniej w naszym kraju upowszechnił się w XVII wieku. Stawiano je na początku i na końcu wsi, tak aby blokowały zarazie drogę. Przyjętym zwyczajem było, iż w czasie trwania epidemii mieszkańcom wsi nie wolno było wychodzić poza krzyż. Wierzono, że krzyż będzie skuteczny tylko wtedy gdy wykona się go w ciągu jednej nocy z jednego kawałka drzewa i postawi także tej samej nocy.
Warto też wspomnieć że, podczas zarazy uciekano się w modlitwach do wielu świętych takich jak św. Rozalia czy też św. Roch którego figurę możemy znaleźć chociażby w nieodległym Przasnyszu, a która jest śladem po epidemii cholery z drugiej polowy XIX w.

opracował:

kustosz Dariusz Krawczyk

 

„SKARB” Z CIECHANOWA

Skarb z Ciechanowa

W dniu 12 listopada 1982 roku zgłosili się do siedziby Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Ciechanowie dwaj mieszkańcy miasta, którzy okazali jeden dirhem arabski  i fragment kolczyka ze srebra. Okazało się , że na terenie ogródka działkowego w Ciechanowie przy ulicy Gostkowskiej  jeden z działkowiczów kopał dół pod drzewko owocowe – wiśnie. W pewnym momencie przy uderzeniu łopaty natrafił  na gliniane naczynie, które rozpadło się a z niego wysypały się różne przedmioty srebrne nie pokryte patyną.  W miejscu znalezienia skarbu badacze założyli wykop o wymiarach 2×2 m. Obszar  został dokładnie przebadany a ziemia została przesiana. Przy tych pracach zostało wydobytych szereg drobnych ułamków monet, fragmentów ozdób i innych kawałków srebra siekanego.  Były tam srebrna lunula z ornamentem filigranowym i granulowanym, naszyjnik pleciony ze srebrnego drutu, śliczne kolczyki, srebrne wisiorki bogato ornamentowane, a niektóre nawet pozłacane, kabłączki skroniowe i cała masa połamanych fragmentów biżuterii. Ponadto znajdowały się tam monety srebrne takie jak dirhemy arabskie , denary Ottona I, Ottona II (936 – 962) oraz (962-983), i  denary bawarskie Henryka I. Trafiły się także dwie całe monety bizantyjskie Konstantyna VII i Romana II (945 – 951) i cała masa siekanego srebra, wśród którego znajdują się fragmenty monet arabskich bizantyjskich i zachodnioeuropejskich. Wszystkie ozdoby są bogato dekorowane ornamentami z użyciem technik granulacji i filigranu. Całość skarbu ważyła ponad 1,5 kg. Po przeprowadzeniu wstępnej analizy sądzi się, że skarb mógł być złożony w ziemi w X wieku co datowały monety frakońskie Ottona I jako najmłodsze.

Ciechanowski skarb pod względem wartości historycznej i artystycznej należy do jednych z najciekawszych i najcenniejszych odkrytych na polskich ziemiach, a pochodzących z początków naszej państwowości. Ze względu zaś na swoje powiązania z terenami wschodnio i zachodnio europejskimi ciechanowskie znalezisko uzyskało rangę ogólnoeuropejskiego znaczenia.

 

Izabela Jakubowska

„Rok 1920 na północnym Mazowszu”-lekcja muzealna

Edukatorzy z Muzeum Szlachty Mazowieckiej pracują zdalnie

Nową propozycją Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie, nad którą pracują edukatorzy będzie lekcja muzealna dla uczniów szkół podstawowych (klas 6-8) oraz szkół średnich pt: „Rok 1920 na północnym Mazowszu”. Uczniowie podczas zajęć poznają najważniejsze miejsca walk, np: Borkowo, Nasielsk, Sarnowa Góra, Pułtusk, Płońsk – Arcelin oraz mniejsze bitwy z 1920 roku, które miały miejsce na północnym Mazowszu. Omówione zostaną też miejsca pamięci: pomniki, kapliczki, zbiorowe groby i mogiły związane z walkami, które rozsiane są w wielu miejscowościach Mazowsza. Ważnym punktem lekcji będzie omówienie postawy 36 ciechanowskich harcerzy, w tym Mieczysława Kurzypińskiego, którzy podporządkowali się rozkazom Naczelnika Związku Harcerstwa Polskiego i stawili się w Warszawie, aby bronić stolicy. Nie zabraknie też informacji o walkach w okolicach Ciechanowa i w samym mieście oraz o zniszczeniu radiostacji, co bezpośrednio wpłynęło na pozbawienie wojska bolszewickie łączności i na wynik Bitwy Warszawskiej. Nie bez znaczenia był udział 203. Ochotniczego Pułku Ułanów w tym wydarzeniu. Podczas lekcji wspomnimy też postaci dowódców i żołnierzy, którzy walczyli w wojnie 1920 roku, m.in. generała Władysława Sikorskiego, majora Zygmunta Podhorskiego, czy Higina Olszewskiego – żołnierza ochotnika, ziemianina spod Ciechanowa, który został ranny w bitwie pod Strzegowem i zmarł w wyniku zadanej rany. Uczniowie poznają także miejscowości, gdzie toczyły się walki 1920 roku, a które umieszczone zostały na Grobie Nieznanego Żołnierza.
Na koniec wezmą udział w quizie i zwiedzą wystawę poświęconą tym wydarzeniom, której otwarcie jest planowane w placówce.

Lekcja muzealna przygotowana przed edukatorów z Muzeum Szlachty Mazowieckiej będzie doskonałą okazją, aby poznać wydarzenia roku 1920 na północnym Mazowszu i włączyć się w obchody 100.rocznicy Bitwy Warszawskiej.

 

opracowała:
Barbara Tokarska-Wójciak