“Niesłusznie potępiony. Marsz.Edward Śmigły-Rydz, naczelny wódz w kampanii polskiej 1939 roku”- fotorelacja

Niesłusznie potępiony Marsz. Edward Śmigły-Rydz – naczelny wódz w kampanii polskiej 1939 roku. Relacja z wykładu dr. Marka P. Deszczyńskiego w Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie.

W dniu 18 września 2019 r. w naszym Muzeum odbyło się spotkanie z dr. Markiem Piotrem Deszczyńskim, wykładowcą Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie, historykiem czasów najnowszych, badaczem dziejów wojskowych, gospodarczych, dyplomacji i kultury.

Na wstępie dr Bogumiła Umińska, jako organizatorka spotkania, przypomniała związki generała i marszałka z Ciechanowem. Ilustrowała je okolicznościowa wystawa, przygotowana przez Dział Historyczny.

Bohater prelekcji był jednym z najdzielniejszych żołnierzy polskich okresu I wojny światowej oraz walk o granice i przetrwanie po 1918 r. Józef Piłsudski powierzał mu wielokrotnie najbardziej odpowiedzialne zadania, którym ten zawsze sprostał. To jego wyznaczył na swojego następcę w odbudowanych siłach zbrojnych. Po śmierci Marszałka nowy generalny inspektor sił zbrojnych uaktywnił się także w życiu politycznym, dążąc do konsolidacji narodu w wysiłkach na rzecz obrony kraju. Z chwilą mobilizacji poprzedzającej wybuch wojny został naczelnym wodzem. Przebieg kampanii polskiej 1939 r., zwanej potocznie wrześniową, położył się wielkim cieniem na jego reputacji.

Postać gen./marsz. Śmigłego-Rydza zajmuje w badaniach dr. Deszczyńskiego znaczące miejsce. Poświęcił jej wiele lat, zgłębiając tajniki źródeł polskich i obcych. Do szeregu dokumentów dotarł jako pierwszy badacz. Rysuje się z nich z gruntu odmienny obraz postawy głównodowodzącego sił polskich niż jest to powszechnie przyjmowane. Tzw. czarna legenda, mająca swe źródła w tendencyjnej publicystyce opozycji politycznej oraz w propagandzie nieprzyjaciół, jest obecna w świadomości Polaków do dziś, czego przykłady prelegent zademonstrował. Zmierza ona do zakwestionowania osiągnięć drugiego generalnego inspektora i pierwszego naczelnego wodza sił zbrojnych w ostatniej wojnie. Jak podkreślił mówca, w swojej opinii nie jest odosobniony, bowiem podobną, pozytywną ocenę daje marszałkowi także kilku przenikliwych historyków, którzy przez dziesięciolecia zdołali zestawić niemały materiał faktograficzny i zweryfikować wiele sądów potocznych.

By uwypuklić uwarunkowania decyzji podejmowanych ówcześnie, prelegent ukazał wielopłaszczyznowo słuchaczom sytuację Polski tuż przed wybuchem wojny i podczas kampanii wrześniowej. Szczególnie trudne było położenie ekonomiczne, które sprawiało, że mimo osiągnięć, z każdym rokiem rósł dystans do stanu zbrojeń totalitarnych sąsiadów – Niemiec i ZSRS. Podkreślone zostały zasługi głównodowodzącego w przygotowaniu RP do wojny i budowaniu relacji sojuszniczych. Zdołał on m.in. trafnie określić moment napaści niemieckiej. Nie wykluczał też wrogiego wystąpienia sąsiada ze wschodu. Choć nie ustrzegł się błędów – nie doceniając np. dwulicowości sprzymierzeńców – dość skutecznie koordynował przygotowania do obrony, a potem działania w toku kampanii.

Kluczowy dla marsz. Śmigłego-Rydza, a także całej ekipy rządzącej państwem, okazał się siedemnasty dzień wojny. Cios zadany przez bolszewików walczącej z Niemcami Rzeczypospolitej nastąpił w momencie wykonywania przez Wojsko Polskie manewru koncentracji ocalałych i nowo formowanych sił w południowo-wschodniej części kraju. Tam miały się one skonsolidować, trwać w obronie, a po rozpoczęciu ofensywy przez Francję przejść do działań zaczepnych. W obliczu napaści sowieckiej Rumunia stać się miała głównym korytarzem ewakuacji reszty sił polskich na Zachód, gdzie po reorganizacji miały one kontynuować walkę pod tym samym dowództwem. Brak realnych możliwości walki z bolszewikami na nadgranicznym skrawku terytorium oznaczał, że marszałek nie mógł nie wziąć pod uwagę wariantu opuszczenia Polski. Jak zwrócił uwagę dr Deszczyński, wymuszone przejście do Rumunii należy postrzegać także jako ewakuację prawnego następcy szefa państwa – sędziwego prezydenta Ignacego Mościckiego, którym wódz naczelny był od drugiego dnia wojny. Chodziło o zapewnienie ciągłości sprawowania władzy oraz legalnego i skutecznego dalszego prowadzenia wojny. Z tego powodu nie wchodziło w grę ewentualne przebicie się marszałka wraz z pocztem przybocznym do jakiegoś izolowanego ośrodka oporu (np. Lwowa) i w perspektywie dostanie się do niewoli. Sam głównodowodzący, w relacji spisanej na obczyźnie w końcu 1939 r. stwierdził:

 

            […] Postanowiłem, mając przy tym zapewnienie rumuńskie, przedostać się do Francji lub Anglii, a to wychodząc z założenia, że pozostaje mi do wykonania druga część moich zadań i obowiązków, a mianowicie dopilnowanie, by zobowiązania wobec Polski zostały dopełnione i by doświadczenia Kampanii polskiej nie zostały zmarnowane. Byłem i jestem przekonany, że dokonać tego skutecznie mógł przede wszystkim ten rząd, który otrzymał zobowiązania sojuszników i który tę wojnę rozpoczął, tak jak właściwą ocenę wojny polsko-niemieckiej mogli dać tylko ci dowódcy, którzy tę wojnę prowadzili.

            Na decyzje moją wpłynęło poza tym to, że otrzymałem informacje, że pewna grupa politycznej i wojskowej opozycji polskiej już w pierwszych dniach wojny weszła w pertraktacje z niektórymi politycznymi i wojskowymi czynnikami francuskimi, by wykorzystując nieuniknioną porażkę Polski dojść za cenę tak właściwego tym czynnikom oportunizmu politycznego do zrzeczenia się praw do całego szeregu zobowiązań – do opanowania władzy i przeprowadzenia rachunków politycznych. […]

 

Trudne decyzje, wykonane przez władze RP nocą z 17 na 18 września, zostały wykorzystane przez stronę francuską do dokonania interwencji w nasze sprawy. Smutną rolę odegrał tu, pozostający w służbie czynnej, gen. Władysław Sikorski. Będąc w opozycji do źle notowanego nad Sekwaną obozu sanacyjnego, wziął udział w wydarzeniach dających zakwalifikować się jako zamach stanu. Przejmując zaś władzę z poręki francuskiej nowy premier, a potem też wódz naczelny, godził się faktycznie na obrócenie pokonanej w osamotnieniu Polski w wasala wiarołomnego sojusznika. Zdaniem prelegenta, marsz. Śmigłemu-Rydzowi przyszło w 1939 r. prowadzić walkę na zbyt wielu frontach, przy czym cios ostateczny jego rachubom zadał przeciwnik wewnętrzny. Szczególną wymowę miał fakt, że zatrzymania legalnych władz państwa w Rumunii domagali się także dwaj agresorzy.

Rząd RP na uchodźstwie postanowił wszcząć przygotowania do procesu winnych „klęski wrześniowej”. W tym celu nowy reżim, choć korzystał z osiągnięć ekipy sanacyjnej, rozpętał nagonkę na nie mogących bronić swych racji poprzedników. Proces nie doszedł jednak do skutku. Postawa drugiego wodza naczelnego w kampanii francuskiej 1940 r. nie wykazała bowiem, by poradził on sobie lepiej, i to w łatwiejszej sytuacji, niż zdymisjonowany i internowany pierwszy głównodowodzący. W końcu roku następnego (lub później), zakończył życie sam marszałek, typowany na czołowego oskarżonego. Jak podkreślił autor wystąpienia, do dziś nie jesteśmy pewni daty, miejsca i okoliczności zgonu Edwarda Śmigłego-Rydza; dopiero jawna ekshumacja zwłok „Adama Zawiszy”, spoczywających na warszawskich Powązkach, może określić, czy są to szczątki tragicznego wodza. W połowie kolejnego roku wojny zginął natomiast gen. Sikorski. Potem przyszedł tragiczny „czterdziesty czwarty”, którego dramat przyćmił gorzkie rozrachunki na temat kampanii polskiej. Znalezienie się naszego kraju po wojnie w strefie dominacji sowieckiej i 45-letnie rządy dyktatury komunistycznej spowodowały, że o uczciwym bilansie dorobku następcy Piłsudskiego nadal nie było mowy. Na uchodźstwie też nie kwapiono się z jego przeprowadzeniem, czyniąc to jedynie implicite w istotnych publikacjach źródłowych. Również ostatnie trzy dekady nie przyniosły rozstrzygnięcia tej sprawy. Od kilku lat zaś najcięższe – a bezpodstawne – oskarżenia dotyczące dramatu Września są znów bezkrytycznie powielane, m.in. w związku z dyskusją wokół, zresztą jedynie teoretycznej, ewentualności wybrania w 1939 r. tzw. opcji niemieckiej.

Dla zrównoważenia ocen dr Deszczyński przypomniał o znacznie mniejszej niż polska skuteczności w oporze stawianym III Rzeszy w pierwszej fazie II wojny światowej, wykazanej przez Danię, Norwegię, Holandię, Belgię, Luksemburg, Jugosławię, a zwłaszcza Francję. Nawiązując do względnie udanej obrony Finlandii przed agresją sowiecką zauważył, że państwo to nie musiało walczyć na dwóch frontach, a jego elity dochowały – niezależnie od barw partyjnych – lojalności wobec marsz. pol. Gustava von Mannerheima, który wolny był od utrudniających prowadzenie wojny trosk o knowania malkontentów. Jako przykłady uzasadnionych ewakuacji dowództw najwyższego szczebla mówca przytoczył wyjazd króla Jana Kazimierza Wazy na Śląsk (1655-56) czy peregrynacje wodzów innych, pokonanych w latach 1939-41 na kontynencie, armii obozu Sprzymierzonych.

Prelekcja wywołała długą dyskusję, w której dały wyraźnie o sobie znać głosy wpisujące się w nurt ostro krytyczny, co do decyzji podejmowanych 80 lat temu. Jej przebieg wykazał, że przywracanie w świadomości historycznej rzeczywistego obrazu wydarzeń z końca lat 30-tych ubiegłego wieku potrwa jeszcze pewien czas.

Na spotkanie przybyli licznie mieszkańcy miasta. Środowisko wojskowe reprezentował mjr Krzysztof Sitarski, zastępca Wojskowego Komendanta Uzupełnień, natomiast Towarzystwo Miłośników Ziemi Ciechanowskiej m.in. jego wiceprezes Bernard Grzankowski. Najliczniej przybyła młodzież szkolna – z I LO im. Z. Krasińskiego w Ciechanowie pod opieką nauczycieli historii pp. Anny i Andrzeja Kamińskich oraz z Zespołu Szkół Nr im. J. Bema w Ciechanowie pod pieczą historyka Jacka Hryniewicza. Na spotkanie przybył również Ryszard Marut, redaktor naczelny „Tygodnika Ciechanowskiego”, który objął patronatem nasze spotkanie. Bardzo dziękujemy!

Bogumiła Umińska

© Marek P. Deszczyński

Cytowanie dozwolone z podaniem źródła